Dygresja o intuicji i naturze myślenia

DYGRESJA O INTUICJI I MYŚLENIU

Pisząc, co chwilę odwołuję się do intuicji. Pora więc wyjaśnić,
co mam na myśli, kiedy w czasie rozważań pojawia się zdanie
„intuicyjnie wydaje mi się słusznie”, „jest to zgodne z moją
intuicją” i tak dalej. Nie mam bynajmniej na myśli tego, że
poprzez intuicję mam „wgląd w prawdziwą naturę bytu” albo coś w tym
rodzaju. Po prostu, ewolucja, wychowanie, i kto wie co jeszcze
ukształtowały moją psychikę w pewien szczególny sposób. Oznacza
to, że psychika moja posiada pewną strukturę — tyle tylko, że
nie potrafię dokładnie określić jaką. Są więc pewne pojęcia, które
tej strukturze mojej psychiki odpowiadają, i są takie, które
są jej obce. Pisząc, że coś jest „zgodne z intuicją”, mam więc
na myśli zazwyczaj, że albo udało mi się zwerbalizować jakieś
pojęcie wynikające z mojej konstrukcji psychicznej, albo zdanie,
które do tej konstrukcji dobrze pasuje.

Sokrates pisał o dajmonionie,
który podpowiada, co jest dobre a co złe; sądzę, że gdy ja mówię
o intuicji, mam na myśli coś podobnego[1]. To, że taka intuicja
istnieje, jest faktem. Jak ją zinterpretować, czy brać ją pod uwagę —
jest kwestią wyboru. Ja zdecydowałem, żeby o nią oprzeć wszystkie
swoje rozważania. Dzieje się tak dlatego, bo szukam własnego spokoju
ducha. Gdyby ktoś odkrył obiektywne zasady moralne, i opowiedział mi o nich —
zasady zaś te czułbym że są sprzeczne z moją intuicją —
postępowałbym we własnej opinii źle. A nawet nie miałbym
pewności, czy zasady te faktycznie są obiektywne [2].

W tym miejscu nie mogę się powstrzymać od jeszcze jednej małej refleksji.
Kiedyś, na kursie psychologicznym, prowadzący zajęcia powiedział, że
myślenie polega na werbalizacji, że bez mowy nie ma myślenia. Zdanie
to mnie wzburzyło na tyle, że zacząłem się z prowadzącym kłócić. Byłem
przekonany, że on nie ma racji, ale nie potrafiłem dokładnie wyjaśnić
dlaczego. Uciął więc zniecierpliwiony dyskusję i dopiero potem uświadomiłem
sobie, że samo ten fakt — że nie potrafiłem ubrać w słowa czegoś, co
dla mnie było jasne i oczywiste — samo w sobie jest dowodem na to, że
myślenie nie jest mówieniem.

Dziesiątki, setki razy, zarówno w pracy nad jakimis problemami jak i w czasie
rozwiązywania zagadek zdarzało się, że rozwiązanie pojawiało się nagle, jak błysk
światła — nagle wiedziałem, że już wiem, że znam odpowiedź i potem tylko
musiałem się biedzić, żeby tą odpowiedź ubrać w słowa. Czasami dobieranie
słów tak, by dokładnie oddać sens tego, co wymyśliłem, trwało całymi dniami.
Kiedy rozwiązuję jakiś problem, nie tworzę zdań, nie mówię sam do siebie —
nie potrafię nawet dobrze oddać słowami tego, co się w moim umyśle wtedy dzieje.
Czasami mogę sobie wyobrażać pewne obrazy, wizualizując sobie skomplikowane
przestrzenne struktury. Czasami po prostu siedzę, a raczej półleżę — wtedy
najlepiej mi się myśli — skupiając się nad rozwiązywanym problemem. Nie nad
jego treścią ubraną w słowa, ale właśnie nad treścią samą. Prawda,
że nie zawsze tak jest; prawda, że czasami zwerbalizowanie odpowiedzi pozwala
ją lepiej uporządkować, uściślić. Nie jest też tak, że zawsze intuicyjna odpowiedź
jest prawdziwa. Ale jest tak wystarczająco często, bym nie mógł tego ignorować.

Wspominając czy wyobrażając sobie, planując coś nawet, często widzę obrazy, a
słowa jedynie krążą niczym natrętne muchy, tak jakby koniecznie coś we mnie
czuło potrzebę komentowania tego, co widzę.
Tak samo rozmawiając wiem, co chcę powiedzieć błyskawicznie, zdarza się czasami,
że potrafię bez namysłu błyskawicznie sklecić szybką i zgrabną ripostę nad czyjąś
odpowiedź (po prawdzie częściej udaje mi się to, gdy rozmowa się już skończy).
Nawet zaś myśląc posługując się słowami, zazwyczaj jest tak, że najpierw pojawia się myśl sama, którą dopiero
potem ubieram w słowa. Jest tak, jakby z przodu szła ze świecącą pochodnią ona, myśl jasna,
a za nią dopiero
podąża korowód niezgrabnych postaci, potykając się i plącząc, wpatrzonych wciąż w światło
z przodu.

Często wydaje mi się że znam odpowiedź natychmiast, mimo, że nie potrafię jej
uzasadnić. Czasami znalezienie uzasadnienia tej odpowiedzi trwa bardzo długo, mimo, że
cały czas jestem pewien jej prawdziwości.

Dlatego właśnie co chwila pojawia się u mnie pojęcie intuicji. I dlatego też
właśnie nie wierzę, by świadomość, myślenie, związane było z mową. Wierzę w to, że może
istnieć osoba świadoma, myśląca, planująca, która nie znałaby pojęcia mowy.

[1] Po napisaniu całości, doszło mi do głowy, że równie dobrze mógłbym pisać o „sumieniu” 🙂

[2] Podobną myśl Kierkegaarda cytuje Tatarkiewicz. Kierkegaard powiedział jeszcze jedną myśl,
która idealnie utrafiła w moje odczucia (o takim samym przerażeniu, jakie człowiek odczuwa
na myśl o śmierci i o wiecznym życiu). To jest powodem, dla którego facet widnieje dość
wysoko na liście autorów, których książki chcę przeczytać.

Advertisements

Informacje o szopeno

Poszukujący prawdy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s